Kard. Dziwisz: Jan Paweł II z wielkim spokojem szedł na spotkanie z Bogiem

Nie widzieliśmy nigdy lęku. Z wielkim spokojem, pożegnawszy się ze wszystkimi, przygotowując się sam duchowo, szedł na spotkanie z Panem Bogiem – o odchodzeniu do Domu Ojca św. Jana Pawła II mówi kard. Stanisław Dziwisz. Po 20 latach wracamy wraz z metropolitą krakowskim seniorem i osobistym sekretarzem Papieża Polaka do 2 kwietnia 2005 r.

Księże Kardynale, spotykamy się w związku z wyjątkową, kolejną rocznicą. 20 lat mija od śmierci św. Jana Pawła II. To na pewno czas intensywnego powracania w związku z różnymi rozmowami do tego czasu – do 2 kwietnia 2005 r., ale też do tych dni, które go poprzedzały. Czy ten powrót jest dla Księdza Kardynała trudny czy dystans 20 lat pozwala nieco chłodniej spojrzeć na te kwietniowe dni?

Kard. Stanisław Dziwisz, arcybiskup krakowski senior, długoletni osobisty sekretarz papieża Jana Pawła II: Ta rocznica jest zawsze bardzo żywa. Nie tylko dla nas, nie tylko dla mnie, nie tylko dla Polaków, ale dla ludzi na całym świecie. Ta data stała się bardzo żywa, a dla mnie wyjątkowo – przecież pamiętam ten dzień, 2 kwietnia… Cały dzień, ale szczególnie ten wieczór i godz. 21.37. Ojciec Święty jeszcze w tę sobotę był całkiem świadomy. Rano odprawialiśmy Mszę św., a on bardzo w niej uczestniczył. Oczywiście już wtedy nie mógł wstawać z łóżka, ale bardzo czynnie i świadomie przyjął Komunię Świętą. Potem w ciągu przedpołudnia, zdając sobie sprawę z odchodzenia, żegnał się z ludźmi. I muszę powiedzieć, żegnał się z ludźmi, którzy stanowili zarząd kurii, z kardynałami, ale oprócz tego przychodzili również prości ludzie. Pamiętam tych prostych ludzi. Ludzi, którzy sprzątali w Watykanie, a także w Pałacu Apostolskim. Przychodzi ze łzami, żeby pożegnać ojca. I to było wzruszające również dla nas, jak ci ludzie kochali Jana Pawła II.

A w tym gąszczu pożegnań było też miejsce na osobiste pożegnanie?

– Ja przecież byłem ciągle przy Ojcu Świętym Po południu w tę sobotę odejścia, chciał być sam. Poprosił wtedy, żeby mu czytano Pismo Święte i ks. prof. Styczeń, jego uczeń, czytał mu Ewangelię św. Jana. Dziewięć rozdziałów po kolei. Widać było u Ojca Świętego wielkie skupienie, ale widzieliśmy również, że słabnie. Ciągle był świadomy, ciągle myślący o sytuacji i kontrolujący się. Zawsze nam mówił, że to jest najważniejszy moment w życiu człowieka – przejście do Pana, do Boga. Powtarzał nam wiele razy, że nasze życie powinno być wielkim przygotowaniem do spotkania z Panem Bogiem.

Czyli temat śmierci, odchodzenia pojawiał się w Waszych rozmowach wcześniej?

– Pojawiał się, ale to on nas przygotowywał na ten moment. Przygotowywał nas słowami, zachowaniem i modlitwą, bo to przecież był człowiek ogromnej modlitwy. Nie widzieliśmy nigdy lęku. To my musieliśmy się kryć przed naszymi przeżyciami, smutkiem i świadomością odchodzenia ojca, a on z wielkim spokojem, pożegnawszy się ze wszystkimi, przygotowując się sam duchowo, wszedł na spotkanie z Panem Bogiem, z Jezusem Chrystusem. Jeszcze wieczorem przyszła świadomość: „Odprawmy jeszcze Mszę św.”, chociaż odprawialiśmy rano, o Bożym Miłosierdziu, bo przecież była to sobota przed uroczystością Bożego Miłosierdzia. Zdążyli jeszcze na tę Mszę św. kard. Jaworski, kard. Ryłko… Uczestniczyło niewiele osób: siostra przełożona Tobiana, przyszła też przypadkowo pielęgniarka ze szpitala. W tej grupie niewielkiej, w której był jeszcze doktor, sprawowaliśmy Eucharystię. Jeszcze podaliśmy mu parę kropel Krwi Chrystusowej…. I tak czuwaliśmy, modląc się w duchu, do tego momentu jego odejścia o godz. 21.37. Lekarz odnotował tę godzinę. Jeszcze starał się sprawdzać dwukrotnie, czy rzeczywiście papież odszedł.

Gdy nam powiedział, że to już jest koniec, że Ojciec Święty rzeczywiście zmarł, nie modliliśmy się „Wieczny odpoczynek…”, jak się normalnie modlimy za tych, którzy już odeszli, ale śpiewaliśmy Te Deum laudamus jako wyraz wdzięczności Bogu za tego ojca i człowieka, za papieża Jana Pawła II. To było nasze uwielbienie Boga za Jana Pawła II. Muszę powiedzieć, że w te dni po jego śmierci, czuwając przy trumnie, dalej raczej śpiewało się pieśni dziękczynne.

Muszę powiedzieć, może nie wszyscy o tym wiedzą, świat zatrzymał się dwukrotnie. Pierwszy raz przy wyborze Karola Wojtyły na papieża. Wówczas zatrzymał się z wielkim zdziwieniem i radością. A drugi raz to jego odchodzenie. Od paru dni wiele ludzi czuwało na placu przy bazylice, modląc się za papieża. Zdawano sobie sprawę, że on już jest w tym momencie odchodzenia. Rozmawiałem z grupą młodzieży, która od dwóch dni była tam w bliskości bazyliki św. Piotra. Mówiłem „Idźcie do domu” albo po prostu „Idźcie odpocząć, przespać się”. Odpowiadali mi, i to nie raz: „On był z nami. My dziś chcemy być z nim”. Właściwie młodzież odprowadziła go do drzwi Nieba na spotkanie z Jezusem Chrystusem. I to robiło ogromne wrażenie… Ta młodzież, która żegnała swojego ojca. Pamiętam też inną grupę, niezwiązaną bardzo z Kościołem, która przyjechała z Polski. Potem rodzice mi mówili, że po tym przeżyciu w Rzymie, po przeżyciu pogrzebu i odejściu papieża, wrócili inni – bardziej wierzący i bardziej praktykujący. Tak było przy odejściu, przy pożegnaniu, przy śmierci Jana Pawła II.

Często mówimy o Księdzu Kardynale „świadek świętości Jana Pawła II”. Czy to świadczenie o jego świętości zaczęło się właśnie w apartamentach papieskich 2 kwietnia z tym dziękczynnym Te Deum laudamus?

– Nie wtedy. To był ostatni moment jego życia. Doświadczenia kontaktu z Panem Bogiem, z Jezusem Chrystusem. Natomiast o jego świętości wiedzieliśmy. My jej doświadczaliśmy My żyliśmy tą świętością. To nie była świętość na pokaz.

Często w myślach, we wspomnieniach Księdza Kardynała wraca ten dzień jego odejścia?

– Oczywiście. My tutaj w domu i w środowisku kapłanów, sióstr wracamy często do tej chwili. Ten dzień ciągle jest dla nas żywy, bo ten papież żyje. Pochód do niego ciągle jest żywy i nie gaśnie, ale wzrasta. Wystarczy popatrzeć na plac św. Piotra. Żeby się dostać do jego grobu, trzeba troszkę poczekać. Ludzie przychodzą nie tylko, żeby zobaczyć, ale jak tak człowiek patrzy z boku, to po to, żeby się pomodlić, żeby jemu polecić wszystkie sprawy. Możemy powiedzieć, że Pan Bóg go wysłuchuje. On nigdy nie chciał mówić, że on sprawia cuda i wyprasza łaski. Zawsze mówił: „To Pan Bóg, nie człowiek”.

Czas 20. rocznicy śmierci Ojca Świętego łączy się w pewien sposób symboliczny z czasem choroby Ojca Świętego Franciszka. I trudno tutaj nie szukać podobieństw Czy zdaniem Księdza Kardynała to, w jaki sposób świat w blasku fleszy patrzy na chorobę papieża Franciszka w pewien sposób przypomina te wydarzenia sprzed 20 lat?

– Jak patrzę i śledzę chorobę Ojca Świętego Franciszka, to przeżywam to, jak chorobę Jana Pawła II. Jest to jakieś odbicie tego, co myśmy przeżywali, co świat przeżywał wtedy, a równocześnie w tej chorobie jakieś zaufanie Panu Bogu. To jest oddanie się Bogu za Kościół, za świat, a w tej chwili o pokój na świecie.

Czy po 20 latach o 2 kwietnia powinniśmy myśleć nie jako o dniu smutnym, ale właśnie dniu radosnym, jego przejścia do Domu Ojca, tak, jak to zostało powiedziane wtedy na placu św. Piotra? Mimo tych łez, które wylewały się czy w Watykanie, czy w Rzymie, czy tutaj na Franciszkańskiej 3?

– Myślę, że w wielu wypadkach i parafie i diecezje urządzają jakiś moment modlitwy, refleksji. Zbierają się, żeby jeszcze raz przeżyć ten moment odejścia Jana Pawła II. Ja wtedy nie byłem w Krakowie. Byłem przy Ojcu Świętym. Słyszałem tylko echo z placu św. Piotra, ale słyszałem również, że to samo było w Polsce, w Krakowie. Ludzie się zgromadzili, mogli przeżywać ten moment odchodzenia papieża do wieczności. To był papież. Boży człowiek, posłany przez Pana. Przecież, kto się spodziewał, że wyjdzie z Polski papież? Wybrał go. My w tym uczestniczyliśmy i dlatego nie chcemy zapomnieć tej łaski, którą naród polski otrzymał z wyboru Jana Pawła II.

The post Kard. Dziwisz: Jan Paweł II z wielkim spokojem szedł na spotkanie z Bogiem first appeared on eKAI.

Generated by Feedzy