Danych nie ma, ale też jest całkiem znośnie. Co dalej z tzw. edukacją zdrowotną?

Informacje o frekwencji na EZ trudno sprzedać w korzystny sposób. Nie można powiedzieć, że dzieci wypisali bimbrownicy ze ściany wschodniej, a w centrach biznesowo-kulturalnych szkoły pękają w szwach od uczniów przywożonych przez rodziców zrównoważonymi środkami transportu – bo marnie wyszło nawet w Krakowie, Warszawie i Gdańsku.